sobota, 9 lipca 2016

"Ugly love" - Colleen Hoover


Tytuł: Ugly love  Autor: Colleen Hoover  Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte/Moondrive
Data wydania: 13 kwietnia 2016  Liczba stron: 344  Gatunek: literatura obyczajowa, new adult

Jest oto i ona. Długo wyczekiwana, wymęczona przeze mnie recenzja "Ugly love". Na wstępie chciałabym ostrzec wszystkich fanów tej pozycji i twórczości Pani Hoover, że zdecydowanie nie będzie to pozytywna opinia. Już po przeczytaniu "Hopeless" miałam pewne wątpliwości co do geniuszu tej autorki i zastanawiałam się, czemu wszyscy zachwycają się historią, którą można było przewidzieć po przeczytaniu pierwszych stu stron powieści. Cóż, przy czytaniu "Ugly love" było jeszcze gorzej i prościej. Post będzie wybitnie długi, będzie zawierał więcej wylewania żalu i żółci niż suchych recenzenckich opinii. Ostrzegam, że będzie niemiło i BĘDĄ SPOJLERY ale jeżeli nie przeraża Was to i dopuszczacie do siebie myśl, że każdy może mieć własne zdanie na temat danej pozycji to śmiało zapraszam!

    Tate to początkująca pielęgniarka, która przenosi się do mieszkania swego brata. Nie spodziewa się, że przeprowadzka to nie jedyna zmiana, która nastąpi w jej życiu. Wszystko to za sprawą przystojnego, niegrzecznego pilota Milesa mieszkającego obok jej brata i będącego jego przyjacielem. Szybko zaczyna się ich wspólna seksualna przygoda, ale Miles ustala dwie reguły: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Tate zgadza się na to, oszołomiona Milesem i chemią, która powstaje między nimi, ale z czasem okazuje się, że pragnie czegoś więcej... 

"Łatwo wziąć złudzenia za prawdziwe uczucia, zwłaszcza gdy patrzy się drugiej osobie w oczy."

    Książka podzielona jest na dwa typy rozdziałów. Pierwsze to te pisane z perspektywy Tate, które dotyczą wydarzeń dziejących się w teraźniejszości i drugie, w których narratorem jest Miles, opisujący wydarzenia ze swojego życia sprzed 6 lat. Rozdziały Milesa stopniowo tłumaczą nam zachowanie chłopaka - jego skrytość, nieufność, niechęć do mówienia o sobie. Ukazują czytelnikowi "dramatyczne" wydarzenia z jego życia, które doprowadziły do tego, że Miles zamknął się na inne kobiety i nikogo nie dopuszczał do siebie przez wiele lat. Czy faktycznie wydarzenia te były tak bardzo traumatyczne? Otóż moim zdaniem nie były i cała ta fabuła jest niesamowicie naciągana. Pomijam już fakt, że przebiegu prawie całej historii możemy domyślić się już w 4 rozdziale (rozdziale, w którym Miles dowiaduje się, że Rachel, na punkcie której dostaje obsesji od momentu, kiedy pojawiła się w jego szkole jako nowa uczennica, to córka ukochanej jego ojca). Przynajmniej ja do tego doszłam. Przewidziałam, że zostaną przyrodnim rodzeństwem, a dziewczyna zajdzie z nim w ciąże. Miałam jedynie pewne wątpliwości, co do zakończenia i tego czy Hoover uśmierci Rachel czy może ich dziecko. Ta historia to jeden wielki wymyślony problem. Miles jest średnio zrównoważony psychicznie. Za główny cel życiowy przybrał sobie rozkochanie w sobie Rachel i kiedy ujrzał ją po raz pierwszy, uznał od razu, że będzie to jego przyszła żona. Tak, tak... brzmi niczym bajka, ale dla mnie to coś przerażającego i szybciej uciekałabym od takiego chłopaka niż zechciała się z nim związać. Miles i Rachel SAMI komplikują sobie życie. Zamiast od początku powiedzieć swym rodzicom, że poznali się wcześniej, że byli umówieni na randkę, że wpadli w sobie w oko już w szkole, to zaczynają udawać, że nie znali się i kryć ze swoimi uczuciami. Litości, na co to komu? Byli praktycznie dorosłymi ludźmi, a zachowywali się jak dzieci. Mogli mieć złe relacje z rodzicami, ta sytuacja mogła rysować się w ich małych, głupich główkach jako coś nienormalnego, ale taka nie była! Miles i Rachel nie byli ze sobą spokrewnieni, nie łączyły ich żadne więzy krwi i nikt nie mógłby im zabronić być razem. I gdyby nie zachowali się jak para baranów pozbawionych mózgu, gdyby nie chcieli ukrywać faktu, że zakochali się w sobie i nie robili idiotów ze swoich rodziców, to może nie byłoby tego całego problemu i cyrku. Ale ludzie, a raczej autorki literatury młodzieżowej uwielbiają komplikować życie bohaterów. Wielka szkoda, że robią to za pomocą naciąganych, wyimaginowanych problemów. 

"Czasami człowiek nie ma aż tyle siły, żeby znieść widma przeszłości."

    Osoby, które przeczytały "Ugly love" wiedzą jak skończyła się historia Milesa, dla niewtajemniczonych, którzy chcą się tego dowiedzieć - dramat Milesa to trauma spowodowana śmiercią jego synka, do której doszło w wypadku samochodowym, kiedy wiózł ich małą, trzyosobową rodzinkę ze szpitala do domu. Rachel znienawidziła go za to, że kiedy samochód wpadł do rzeki, ratował najpierw ją, a nie ich dziecko (notabene, którego uratować już nie mógł). W porządku, takie zakończenie, chociaż przewidywalne, nieco bardziej mnie zadowoliło. Rozumiałam Rachel, która nie mogła żyć z Milesem, ale niestety nie zrozumiałam Milesa, który przez sześć lat nie potrafił ruszyć dalej, wybaczyć samemu sobie i wyciągnąć dłoń po profesjonalną pomoc. Dla mnie to postać kompletnie niestabilna emocjonalnie, której nie byłam nawet w stanie współczuć.

"To naprawdę smutne, kiedy pizza może przyjechać do ciebie szybciej niż policja."

    Przechodzimy do Tate. Tate, która wyczuwa wibrację między sobą a Milesem i która przystaje na ich związek oparty jedynie na seksie. Tate, która chciałaby być twarda, ale nie potrafi, gdy w grę wchodzą jej kontakty z młodym pilotem. Miles nie dawał jej nadziei, Miles postawił sprawę jasno i zaznaczył, że ma nie pytać o przeszłość i nie oczekiwać przyszłości. Tate zdawała się być w tamtym momencie kompletnie głucha i przez całą książkę zachowuje się, jak gdyby miała w nosie warunki chłopaka. Przy każdym ich spotkaniu, przy każdym ich wspólnym wyjściu czy seksie... Tate twierdziła, że Miles naprawdę coś do niej czuję, że on zmieni zdanie, że ona mu pokaże, że się mylił i nie jest mu obojętna, że łączy ich nie tylko udany seks, ale i uczucia. Jest cholernie uparta, ale nie w ten pozytywny sposób a irytujący. Miles upokarza ją wielokrotnie. Nie pozwala zostawać dziewczynie na noc po ich udanym zbliżeniu, na wszelkie próby podejmowania intymnych rozmów przez Tate reaguje niezbyt miło, a szalę goryczy przelewa ich seks w kuchni, po którym Miles zostawił Tate samą niczym prostytutkę. Upokorzył ją, dziewczyna zalewa się łzami i czuję obrzydliwie, ale to przecież Miles. Nie myślcie sobie jednak, że Tate tak łatwo odpuści. Popłaczę, zamknie się w swoim pokoju, powie kilka razy w myślach, że to koniec ich znajomości, zrobi obrażoną minę, ale ostatecznie i tak do niego wróci, kiedy tylko Miles ją o to poprosi. Nie lubię większości bohaterek literatury młodzieżowej, ale Tate bije wszystkie na głowę. Płytko zarysowana, trująca swymi przemyśleniami przez całą powieść i dająca się upokarzać. Naprawdę to ma być bohaterka literatury młodzieżowej, z której tysiące nastolatek na całym świecie czerpią przykład?

"Tak właśnie się dzieje, gdy ktoś ci się zaczyna podobać. Na początku jest nikim, a potem nagle staje się wszystkim, czy tego chcesz czy nie."

Absolutnie nie mogę zarzucić niczego stylowi Pani Hoover. Jest nienaganny. Jej lekkie pióro, talent do idealnego opisywania emocji bohaterów i cytaty, które warto sobie zaznaczyć i dodać do ulubionych, to jedne z niepodważalnych plusów tej książki. Ale nie będą nimi opisy seksu i pójście w dość popularny ostatnio temat, jakim jest związek oparty na seksie. Nie podoba mi się to, że literatura new adult opisuje relację skupiającą się jedynie na fizycznym aspekcie miłości. Nie podoba mi się to, ponieważ poprzednie książki Hoover trafiały w grono młodszej części nastolatek, która z pewnością sięgnie również i po jej najnowszy bestseller "Ugly love". Nie jestem za tym, aby młode dziewczyny czytały historię, w której główna bohaterka daje się wielokrotnie upokarzać facetowi dla seksu. Tak nie powinno być i zachowania Milesa czy zamysłu Hoover nie tłumaczy nawet to, że opowieść skończyła się dobrze, że Miles był skrzywdzony, że tak naprawdę zakochiwał się w Tate, ale odtrącał ją, bo bał się ponownie pokochać. Złego traktowania dobrej miłości nie można tłumaczyć bólem po ugly love. Doceniam ideę książki, doceniam jej przesłanie i zamysł, ale nie zgadzam się z nim. Historia nie poruszyła mnie, nie spowodowała we mnie wylania morza łez, a jedynie złość, rozczarowanie i smutek, bo spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. 

"Kiedy życie daje Ci cytryny, upewnij się, że wiesz, w czyje oczy wycisnąć z nich sok...."

    Nie mam serca wystawić tej książce naprawdę złej oceny, bo to nie jest słaba pozycja. To nie jest słaba pozycja pod względem kompozycji, budowy, stylu i zamysłu na przesłanie. Za to wszystko należą się Hoover gratulację. Tylko, że przewidywalność fabuły, wyszukiwanie problemów na siłę, postać wiecznie cierpiącego Milesa, który jest niesamowicie pokręcony i umęczonej Tate czy poruszanie tematyki niezobowiązującego seksu to dla mnie całkowity dramat. Nie zjadajcie mnie, nie wyzywajcie za to wszystko, co tutaj napisałam. Ja rozumiem, czemu większość osób zachwyca się tą powieścią, ale niestety nie zostanę jedną z nich i mojego zdania z pewnością nie zmienię. Właśnie w taki sposób odebrałam sławetne "Ugly love" i rozczarowałam się bardzo, bardzo mocno.

Ocena 6/10

35 komentarzy:

  1. Mimo, że jestem fanką twórczości Hoover to z większością się zgadzam, a już szczególnie z tym jak przedstawiłaś postać Tate, która jedynie się nagadała o końcu tej znajomości choć nie zamierzała tego kończyć. Sam Miles nie był tak irytujący jak Tate, ale faktycznie zachowywał się jak idiota. Rozumiem, że przeżył tragedię, ale minęło sześć lat! Nie wierzę, że Tate tak go oszołomiła. Przecież musiał już wcześniej poznać kobiety jej pokroju... Fabuła naciągana, a,,Ugly love" to chyba najgorsza książka tej autorki.

    http://wielopasja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Miles był odrobinę lepszą postacią niż Tate, ale ja również nie wierzę w to, że przez te 6 lat nie poznał kobiety, która wywołała w nim szybsze bicie serca. Mam wrażenie, że ta historia jest stworzona tylko po to, aby nastolatki zakochały się w niegrzecznym Milesie i zapragnęły również znaleźć chłopaka ze smutną przeszłością, którego życie odmienią raz na zawsze. Szkoda tylko, że te historie są kompletnie wymyślone i faktycznie niewiele rzeczy z "Ugly love" trzymałoby się kupy w prawdziwym świecie.

      Usuń
  2. Też moja opinia o tej książce nie była zbyt pochlebna. Również nie miałam żadnych zastrzeżeń co do stylu autorki. U mnie szale przechyliła scena w kuchni. Traumę chłopaka jeszcze jestem w stanie zrozumieć, zachowania Tate już nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scena w kuchni to było mistrzostwo. Miałam ochotę rzucić książką o ścianę. Byłam nią bardzo zniesmaczona, a właściwie zachowaniem Tate i tym, że tak bardzo dawała się upokarzać, krzywdzić, ranić i pozwalała Milesowie na takie zachowanie, a później i tak do niego biegła z podkulonym ogonem. To było bardzo niezdrowe, złe i źle się o tym czytało.

      Usuń
  3. Hmm. Opinie na temat tej pozycji są jak widzę różne :D jedni mówią, że warto, drudzy, że nie, mnie jakoś osobiście nie ciągnie do twórczości tej pani.
    Myślałam, że bardziej zjedziesz tę książkę, ale nie było tak źle :). Nie mniej jednak - spoilery lubię i nie sięgnę po tą pozycję.
    Pozdrawiam!

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem bardzo zawiedziona wielkim szałem na Colleen Hoover. Nie uważam, aby to była autorka lepsza od innych, wybitna czy niesamowita. Źródło jej sławy to pewnie portfele rodziców nastolatek zakochanych w jej męskich bohaterach. Miło, że Cię nie ciągnie do jej twórczości. Ja chciałam się przekonać, jakie są jej książki i niestety się zawiodłam. Ty tego unikniesz :D

      Usuń
  4. Zgadzam się z tobą w zupełności. Mi się ta książka kompletnie nie spodobała. O ile "Hopeless" pokochałam to czytając "Ugly love" niecierpliwie oczekiwałam końca. Nie mogłam znieść tych wszechobecnych się seksu. Nie mam nic przeciwko pikantnym opisom pod warunkiem, ze występują w bezpiecznych i strawnych ilościach. Zdecydowanie najwieksze czytelnicze rozczarowanie roku. Pozdrawiam, Weronika z bloga cosdoprzeczytania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te sceny seksu były już po prostu wszędzie i stawały się niesmaczne. To nie miał być erotyk, a w dużej mierze książka dla nastolatek i wydaje mi się, że Hoover trochę o tym zapomniała :D

      Usuń
  5. Ojej, jak strasznie spodobał mi się Twój blog! Wygląd jest przepiękny, taki profesjonaly,że nigdy w życiu nie umiałabym czegoś takiego zrobić! jestem pod wrażeniem:) Co do książki to myslę, że była by szansa, że mi sie spodoba, bo kurcze lubie miłosną tematykę haha, takze pomysle nad przeczytaniem:) Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do mnie ( recenzentka-ksiazek.blogspot.com) Tez prowadze od niedawna bloga z recenzjami i tez niektore recenzje '' męczę'' jak ty to napisalas na poczatku postu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Ja również jestem zachwycona wyglądem bloga, ale sama nie wyczarowałam tego przepięknego szablonu. Powstał on za sprawą zdolnej Eveline Dee z Panda Graphics :) Jeżeli tylko lubisz podobną tematykę to spróbuj, być może i Ty staniesz się fanką Hoover i "Ugly love" :D

      Usuń
  6. Bardzo dobrze, że wyrażasz swoje zdanie na temat tej książki. Masz do tego pełne prawo i nikt nie powinien Cię za to zwyzywać, przynajmniej nikt kto szanuję opinie każdego innego człowieka. Masz sporo racji na temat tej książki. Co prawda mi się ona podobała, a zakończenie uwiodło. Jednak na samiutkim początku byłam sceptycznie nastawiona do tej pozycji. Dziewczyna która zgadza się na relację opartą tylko na seksie? Nie, i jeszcze raz nie. Nie pochwalam czegoś takiego, ale nie będę się tu nad tym rozwodzić. Potem stopniowo czytając pozytywne recenzje, w których wszyscy zachwycają się nad emocjami, które wywołuje książka, przekonałam się i kupiłam sobie tą książkę. Przeczytałam ją szybko, wciągnęła mnie, ale nie płakałam czy coś. Tylko zakończenie mnie zachwyciło i dla niego serio warto przeczytać tą książkę. Książką składa się z emocji i seksu, dosłownie, dużo poza tym tu nie ma. No dobra, ale jednak książka mi się podobała.
    Masz rację, że nikt nie powinien czerpać przykładu z Tate i oby nikt tego nie robił.
    Także bardzo się cieszę, że ktoś wypowiedział na głos przywary tej książki. A i zapomniałabym. Ta niby zakazana miłość między Milesem a Rachel, serio ludzie, serio?! To nie jest zakazane, gdzie więzy krwi są gdzie, ja się pytam?
    Pozdrawiam *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończenie było chyba jedną z najlepszych rzeczy w tej książce, ale także to co ratowało całą historię w moich oczach to ponowne spotkanie po latach Rachel i Milesa. Ich wątek był dla mnie dużo ciekawszy niż bezmyślnej i marionetkowej Tate. Książka, która opowiada tylko o relacji opartej na seksie jest dobra, kiedy należy do erotyków i czytelnik wie, czego ma się spodziewać, ale to z pewnością nie powinien być temat dla powieści young czy new adult. Hoover skrzywi mózgi niektórych młodych dziewczyn przez przedstawianie sprawy w ten sposób. Z emocjami się zgadzam, ale niestety nie byłam w stanie docenić ich wagi czy wczuć się w powieść, bo cały czas odrzucały mnie opisy seksu, bezmyślność Tate i ten wymyślony dramatyzm. A wątek zakazanej miłości to mnie już kompletnie rozwalił, bo sami do tego doprowadzili. Wrrr... dostaję drgawek, kiedy myślę o tej książce. Chyba nawet pozbędę się jej z biblioteczki :D

      Usuń
  7. Jestem wręcz oczarowana tą książką, no może wpływ na to ma też to, iż Colleen Hoover jest moją ulubioną autorką aczkolwiek sądzę, że coś więcej się za tym kryje. Jestem totalnie oczarowana tą historią i sądzę, że mogłaby ona wydarzyć się w prawdziwym życiu. Zamawiam ją dla siebie! :)
    http://timeofbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę, że tak Ci się podobała :D Ja niestety przeżyłam wielkie rozczarowanie.

      Usuń
  8. Ehhh... Nigdy wcześniej nie zagłębiałam się w fabułę tej książki i teraz dzięki Tobie trochę ją poznałam :) Ale jeśli mam być szczera to średnio mnie do niej ciągnie :/ Od czasów Hopeless podchodzę do tej autorki z wielką rezerwą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po "Hopeless" też podchodzę do jej historii z rezerwą. Robię teraz ostatnie podejście i będę czytała "Maybe Someday", a jeżeli będzie źle to na więcej się już chyba nie zdecyduję :<

      Usuń
  9. Lubię Colleen, choć na pewno nie za "Hopeless" - jest tak przewidywalna, że aż boli. Zdecydowanie bardziej podobało mi się "Maybe someday" i pierwsza część serii Slammed (bo reszty jeszcze nie czytałam ;) ). Co do "Ugly love" - generalnie mi się podobała, ale dużo z Twoich zarzutów pojawiło się i w mojej głowie. Przede wszystkim to, jak bardzo Miles nie mógł pozbierać się po tej traumie.... Może będę okrutna, ale szczerze, któremu 18-latkowi tak bardzo zależałoby na dziecku (dziecku, które było efektem wpadki!), że po jego śmierci (na którą umówmy się, miał średni wpływ) świadomie niszczył swoje życie...? I co to za zakaz, "nie mogę już nikogo pokochać"? A co ma piernik do wiatraka? Również nie rozumiem ukrywania jego związku z Rachel przed rodzicami - przecież na litość boską, oni nie byli spokrewnieni, obiektywnie to obcy sobie ludzie -_- A Tate... Z jednej strony potrafię ją zrozumieć - ok, była szaleńczo zakochana, ok. Ale ludzie, są przecież jakieś granice. Wydawała się w miarę rozgarniętą dziewczyną, kto to widział, by pozwalać się tak upodlać - i to wielokrotnie?
    Ech. Fabuła ma spore braki i miejscami nie jest zbyt logiczna. Przyznam, że po tylu zachwytach nad tą książką spodziewałam się czegoś trochę lepszego.
    No ale Colleen i tak lubię. Cóż poradzę, jestem z tych wiernych czytelników :D

    Pozdrawiam serdecznie,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie co do "Hopeless". W moim odczuciu było odrobinę lepiej niż przy "Ugly love", ale wynika to być może z tego, że tą pierwszą czytałam już jakiś czas temu i wtedy zupełnie inaczej odbierałam tego typu opowieści. Ja też nie rozumiałam tej całej traumy Milesa i naprawdę jestem przekonana, że to wszystko wynika z jego zaburzeń psychicznych. Ten chłopak miał obsesję na punkcie Rachel, a potem skończył jak skończył. I to ukrywanie związku na siłę, sami się doigrali wszystkiego. Tate mogła jeszcze dać się upokorzyć jeden raz i wybaczyć mu, ale później stało się to nagminne. Ja też myślałam, że to będzie lepsza historia. Moim zdaniem nie zasługuje na tyle zachwytów i wysokie oceny, ale szanuję gusta i opinie innych :)

      Usuń
  10. Ugly love to jedna z tych książek, którą albo pokochasz, albo znienawidzisz. Ja pokochałam tę powieść. Miles chłopak, który był dla mnie kolebką emocji. Tate z nią bywało różnie. Dała plunąć sobie w twarz, a biegała za nim jak... wiesz. Całokształt książki oceniam na dobry, ponieważ ta szablonowa historia skradła moje serce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Milesa również zapałałam większą sympatią niż do Tate. Ja niestety jestem z tych, którzy tę historię znienawidzili. Niemniej jednak, doskonale rozumiem zachwyty nad nią i nie mogę ująć talentu Pani Hoover. Po prostu nie trafia ona w mój gust :>

      Usuń
  11. Kurczę nigdy nie miałam okazji przeczytać tej książki ale po twojej opinii i po tym co napisałaś z wielką chęcią mam ochotę ją przeczytać :) Barzo fajnie piszesz takie racenzję :) są najważniejsze informacje , aż chcę się czytać bo twoje streszczenia są bardzo wciągające
    Bardzo fajny blog , z miłą chęcią zaobserwuje :)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie , może mój blog również Ci się spodoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że podobają Ci się moje recenzje, ale ja niespecjalnie polecam i zachęcam w niej do przeczytania tej pozycji, więc chyba nieuważnie ją jednak czytałaś :D

      Usuń
  12. Jestem zachwycona wyglądem Twojego bloga, masz nowego obserwatora! :)
    A co do książki to nie czytałam ale kiedyś może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ale mi miło! Mam nadzieję, że zawsze będzie tak Ci się u mnie podobać! :>

      Usuń
  13. Naprawdę szkoda, że nie przemawia do ciebie twórczość Colleen Hoover. Ja ją uwielbiam, kocham jej styl pisania i jej pomysły na książki. Wiem jednak, że każdy ma prawo do własnego zdania i szanuję je, ponieważ osobiście nie przepadam za twórczością Johna Greena, a w szczególności za Will Grayson, Will Grayson :/
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za Greenem również nie przepadam. Myślę, że to wszystko jest spowodowane tym, że po prostu wyrastam z takich historii, nie zachwycają mnie te opowieści o miłości i mam zupełnie inne spojrzenie na historię Hoover czy Greena niż kiedyś. Ale rozumiem szał na tych autorów, gdybym była kilka lat młodsza to pewnie też bym ich uwielbiała :)

      Usuń
  14. Muszę przyznać, że nie przeczytałam Twojej recenzji dokładnie, w obawie o spojlery, bo mam zamiar tę książkę przeczytać. Szkoda, że Ci się nie spodobała, bo zmarnowałaś na nią czas.
    Pozdrawiam serdecznie!

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę czasu zmarnowałam i naprawdę ją męczyłam czytając, ale musiałam sama się przekonać co kryje się za tym tytułem :)

      Usuń
  15. Mnie Miles wkurzał bardziej niż Tate. Egoista... Ale ogólnie książka mi się podobała :D Na pewno sięgnę po inne książki Colleen Hoover ;)
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był wielkim egoistą, ale oboje są siebie warci. Ja robię ostatnie podejście do Hoover i będę czytała "Maybe someday", a jeżeli i ta książka mi nie podejdzie to chyba sobie odpuszczę :D

      Usuń
  16. kurczę, tyle słyszałam o tej książce do tej pory, a jakoś niespecjalnie do niej chciałam podejśc. może to okładka? Colleen Hoover jednak doskonale znam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka też średnio mi się podoba, uważam, że wersja oryginalna jest dużo ładniejsza od naszej :D

      Usuń
  17. Czytałam "Hopeless" i zakochałam się w tej książce, miałam w planach "Ugly love" ale... po Twojej recenzji chyba jednak zrezygnuje 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli podobało Ci się "Hopeless" to nie zrażaj się, myślę, że jest szansa, że "Ugly love" również Ci się spodoba :)

      Usuń
  18. To moje pierwsze i może nie ostatnie spotkanie z tą autorką, jednakże niczym mnie do siebie nie przekonała. "Lekki niczym pióro" styl nie przemawia do mnie, o ile opisywane sytuacje nie ciągną się na kilka stron. Uważam, że pierwsze dwieście stron jest zbyt monotonnych, chyba, że uważamy tę książkę za dobrą lekturę na deszczowe, jesienne wieczory, gdy robimy sobie odpoczynek od cięższych historii. Co do głównej bohaterki Tate- przypomina mi Anastasię z "50 twarzy Greya" ... Cóż. Mi ta książka nie przypadła do gustu, ale wiem, że ma wielu zwolenniczek :) I bardzo dobrze! Każdy lubi coś innego :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeżeli podzielisz się ze mną swoją opinią dotyczącą mojego bloga. Pozostawiając w takim komentarzu adres swojego bloga, możesz liczyć na to, że z pewnością na niego zajrzę!
Pozdrawiam ciepło, bookworm! :>

Szablon wykonany przez Eveline Dee z Panda Graphics